Moja Muzyka


Życie estradowe zawsze mnie pociągało muszę przyznać. Zacząłem wcześnie. Dobrze pamiętam. Początek roku szkolnego w Szkole Muzycznej w Kętrzynie. Akompaniowałem młodej solistce. Ale nie obyło się bez ostrych negocjacji. Warunkiem występu stał się image gwiazdy – musiała być uczesana w „koński ogon”. Tak też się stało!

 

Przyznaję, szybko zrozumiałem, że gitara jest instrumentem, który pomoże mi wydatnie w kontaktach damsko-męskich. Było to w liceum. Na rajdach turystycznych nie stroniłem więc ani od grania na gitarze, ani od dziewcząt. Zacząłem komponować muzykę piosenek. Mało tego... ułożyłem, po pewnym zawodzie miłosnym – słowa. Końcowy refren piosenki pt.”Szkolna miłość” brzmiał dramatycznie:

 

„Krwawi serce me zranione
oczy zaszły łzami.
Wiem, że wszystko już skończone.
Wszystko już za nami!”

 

Piosenka znalazła szeroki oddźwięk po wykonaniu jej na akademii w Powiatowym Domu Kultury. By dodać jej ekspresji dokooptowałem do ekipy własną siostrę Anię, wtedy jeszcze uczennicę szkoły podstawowej. Teraz wszyscy w szkole dopytywali się o podmiot mych westchnień. Nawet wychowawczyni poruszyła ten temat na godzinie wychowawczej!

 

Budowałem socjalistyczną ojczyznę, może nie w awangardzie, bo nigdy członkiem ZMS-u nie byłem, ale uszlachetniając liczne akademie, dbające o jedność młodego pokolenia, grą na fortepianie.

Po ukończeniu liceum stanąłem wobec dylematu: Politechnika czy Szkoła Muzyczna? Podzieliłem się z siostrą. Wybrałem męskiego pewniaka, siostrę namówiłem na studia muzyczne. Tym bardziej, że nasza współpraca od czasu pierwszego występu nabrała tempa: przed obiadem próba, po deserze-następna, i tak aż do eliminacji do „Bazuny”.

 

Na pierwszej naszej „Bazunie” zdobyliśmy III miejsce w kategorii zespołowej. To były czasy, to były widownie po kilka tysięcy widzów. Od tamtej pory datuje się też nasza współpraca z topowymi twórcami ruchu studenckiego: poetą Waldemarem Chylińskim i kompozytorem Markiem Prusakowskim.

Pamiętam ten zawrót głowy, gdy Marek po raz pierwszy zagrał mi dwie piosenki, skomponowane dla duetu: walczyka „Nie ze mną” do słów Waldka i „Dróżnika” do słów Stanisława Sierki. Walczyk wygrał następną Bazunę w kategorii kabaretowej a „Dróżnik” w tym samym roku ogólnopolski konkurs „Bakcynalia” w Lublinie. Teraz byliśmy zapraszani na wszystkie konkursy piosenki turystycznej w Polsce. Siostra zdobyła nagrodę „Miss Foto”.

Od tamtej pory byliśmy pod opieką Międzyuczelnianego Klubu Studenckiego „Żak”. Dostaliśmy menagera, salę teatralną na próby dwa razy w tygodniu, dostęp do aparatury i obsługę profesjonalnego akustyka. Organizowano nam koncerty, supporty ze znanymi zespołami. Otrzymaliśmy nominację na Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie.

Reprezentowaliśmy jednym słowem środowisko trójmiejskie w kraju, a i za granicą. Mogliśmy koncertować na Stefanie Batorym podczas rejsu do Montrealu jako pełnoprawni oficerowie rozrywkowi, a później, biorąc udział w rejsach wycieczkowych po rzece Św. Wawrzyńca. To było ustawiczne show. Zaliczyłem z niezwykle rozrywkową ekipą aż 105 imprez tanecznych w 35 dni!

Tylko prze tę rozrywkę interesu nie zrobiłem. Nie pohandlowałem ani swoim przydziałowym kartonem Żytniej, ani sztangami Malboro. Wszystko prze...balowałem.

Aż dziw, ale ukończyłem studia na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki Gdańskiej, więc pożegnałem burzliwe życie studenckie i rozpocząłem pracę w stoczni im. Komuny Paryskiej. Pieniążki uzbierane na motor wydałem na….wózek dziecięcy a gitara powędrowała do garderoby. Nie stroniłem jednak od rozrywki, ale przez 35 lat przede wszystkim inwestowałem w rodzinę.

Tak więc zasadziłem drzewa, wybudowałem dom, spłodziłem syna, a nawet w tym względzie przekroczyłem normę...i dopadły mnie nutki, które znowu zaczęły się układać w ciągi na pięciolinii.
Z pewna nieśmiałością podrzuciłem swoje kompozycje pewnym znanym aktorkom trójmiejskim. Współpraca owszem była, nawet udana, ale zgraliśmy się z Wiolą Stanisławską. Nagraliśmy kompozycje i powstała sposobem pawie że domowym „Zdarta płyta”. Po roku spotkałem laureatkę „Szansy na sukces” - Dominikę Franiak. Jej niezwykle subtelny, aksamitny tembr idealnie wpasował się w klimat kompozycji. Tym bardziej, że znała większość materiału muzycznego i już na pierwszej próbie zademonstrowała 9 piosenek.

Na gwiazdkę zrobiliśmy sobie prezent i nagraliśmy w prywatnym studio płytę pt.”Powroty”. Mimo że instrumenty były generowane komputerowo, oprócz mojej gitary- powstało pierwsze demo.

Zaprezentowałem je zawodowemu muzykowi flamenco Robertowi Słuckiemu i zaproponowałem współpracę. Łączyła nas fascynacja poezją Waldka Chylińskiego, więc długo nie trzeba było czekać na efekty naszej współpracy. W marcu 2010 roku powstał zespół „Wolny Przedział”, a już w sierpniu zdobyliśmy jedną z dwóch głównych nagród na Festiwalu Piosenki Innej w Lubawie, premiowanych nominacją na Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie.

Nasza współpraca nabiera kolorów. Robert wspaniale aranżuje i wykonuje zmysłowe solówki, ja komponuję do słów Waldka aż pięć kluczowych piosenek „Wolnego Przedziału”. Trzeba przyznać słowa niektórych piosenek po prostu odzwierciedlają mój charakter np.”mój cały świat, to składzik wad” w piosence „Sweter włóż”. Dziewczęta śpiewające dokonują rzeczy niemożliwych. Tak jak w przypadku, gdy do Krakowa nie może jechać Dominika, a zastępuje ją Ania Judycka-wokalistka rockowa, która w zaledwie sześć dni opanowała aż trzy piosenki i z sukcesem prezentuje je na festiwalu.

Nasz występ w Krakowie zaowocował poznaniem ciekawego człowieka – biznesmena i muzyka, który gościł nas w swoim pałacyku pod Krakowem przez cztery, rozrywkowe dni.

A po powrocie nasz zespół powiększył się o wokalistkę jazzową -Arletę Rusiecką Kostrzewską.
Tak spełniły się moje marzenia. Wspaniałe wokalistki, wyczuwające klimatyczne piosenki i prezentujące różnorodność interpretacyjną.

Zmiany personalne zostały zauważone i warszawska firma „East Pictures” zaproponowała swój patronat. Nagraliśmy dzięki niej płytę pt.”Śpiew to życie” oraz teledysk do piosenki „Gdynia nocą”.

Płyta zwyciężyła w konkursie internetowym na Trójmiejską Płytę Roku.

No i znowu zawirowania personalne. Roberta Słuckiego zastąpił czołowy trójmiejski gitarzysta Wojtek Kopylec, a Anię Judycką pełna zapału i energii, niezwykle muzykalna Aleksandra Napierała.

Brzmienie zespołu ubogaca doskonały pianista Mateusz Lipiński.

W tym składzie „Wolny Przedział zakwalifikował się do Koncertu Finałowego Ogólnopolskiego Konkursu Korowód w Krakowie, walcząc o prymat z piętnastoma zespołami z całego kraju.

Wokalistki nie tylko doskonale współpracują, ubogacają występ grupy, grając na instrumentach perkusyjnych, zwłaszcza cajonie. Wiadomo nie ma nic piękniejszego niż dziewczyna w ruchu...muzycznym.

Nasza współpraca to nie tylko muzyka i koncerty. To styl życia, który przeniósł się z sal koncertowych na sfery prywatne. To wspomnienia, to marzenia...

Zawsze nadrzędnym celem mojej działalności było nagranie drugiej płyty. Przymiarki trwały cztery lata, aż w końcu stało się. Już po zawieszeniu działalności "Wolnego Przedziału", wspólnie z byłą wokalitką tego zespołu Anią Judycką przestąpiliśmy progi Radia Gdańsk.

Towarzyszyło nam pięcioro muzyków sesyjnych

Marcin Wądołowski
Jarosław Stokowski
Mateusz
Lipiński
Zbigniew Bąkowski
Jacek
Prościński

Całością kierował nieoceniony gitarzysta jazzowy Marcin Wądołowski. Jemu też powierzyliśmy aranżacje ośmiu z dwunastu utworów. Wszyscy wykazali się dużym zaangażowaniem i zostawili w studio kawałek swojego serca. Także realizator dźwięku, Jacek Puchalski, który doskonale spinał całość od strony technicznej. Na płycie „Czas” znalazły się piosenki, które towarzyszyły mi całe życie. Powstały w różnych latach i tworzą całość z utworami z pierwszej płyty „Śpiew to życie”.